Kilka dni temu świat obiegła wiadomość o planowanej walce Floyda Mayweathera Jr z Miguelem Cotto. Ich pojedynek odbędzie się 5 maja w Las Vegas. Mimo, iż obaj zawodnicy to bez dwóch zdań ikony zawodowego boksu, ich starcie traktuje jako walkę na pocieszenie. Czekałem bowiem na chwile kiedy to Pacquiao stanie na przeciw Floyda, a nie mój Portorykański równolatek.
Walka “Moneya” i “Junito” zapowiada się interesująco, co do tego nie mam wątpliwości. Jednak ja i zdecydowana większość kibiców czekała na starcie “Pana Pieniądza” z “PacManem”. Do pewnego czasu uważałem, że Manny ze swoim ofensywnym stylem może zjeść Floyda, jednak po jego pojedynku z Marquezem stwierdziłem, że Mayweather powinien uporać się z Filipińczykiem bez większych problemów. Juan obnażył braki Pacquiao i pokazał w jaki sposób można go pokonać. Jednak wszystko to gdybanie i tak naprawdę wszelkie wątpliwości rozwiać może bezpośrednie starcie. A na to niestety się nie zanosi.

W mojej ocenie głównie z powodu promotora “PacMana”, Boba Aruma dla którego Manny jest dojną krową, z której wymion lecą miliony. Jest świadom tego, zwłaszcza po ostatniej walce, że w przypadku porażki z “Moneyem” jego zyski będą dużo mniejsze. A póki co w wygodny dla siebie sposób może spowodować, że z jednej strony Manny walczyć będzie z solidnymi rywalami, a z drugiej spowoduje że jego konto bankowe będzie zwiększać swoją zdolność kredytową. Czego przykładem jest kolejny rywal Filipińczyka, Timothy Bradley, będący także w grupie Top Rank należącej do Aruma. Jemu samemu nikt nie zarzuci, że Pacquiao walczy z przeciętniakami. Bob nadal będzie budować potęgę “PacMana”, choć wiadomo że w przypadku konfrontacji z Floydem, to Amerykanin zapewne zostałby ponownie królem P4P.
Warto dodać, iż Cotto także znajduje się w stajni Boba. Tak więc pan promotor upiecze trzy pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony dzięki zainteresowaniu potyczką “Pięknisia” z Mannym zyska Miguel. Z drugiej strony Filipińczyk ponownie ściągnie przez telewizory rzesze fanów, nawet jeśli to “tylko” starcie z kolegą z Top Rank.
Mayweather Jr też nie jest bez winy. Chciał całe zyski z PPV zgarnąć dla siebie, mimo że to “PacMan” generuje obecnie największe pieniądze w tym zakresie i to Manny jest obecnie na szczycie rankingów. “Money” okazał się zachłanny i chyba trochę się zagalopował.
Oba obozy mogły się dogadać. Przynajmniej teoretycznie. Z jednej strony mamy bowiem podstarzałego promotora, który nie wrzuci na głęboką wodę swojej dojnej krowy, bo mogłaby utonąć. Z drugiej mamy wyszczekanego i pazernego “Pana Pieniądza”, który najchętniej chciałby, aby obecny król P4P dostał zasiłek dla bezrobotnych zamiast średniej krajowej. Ciężko się porozumieć, kiedy na przeciw siebie stoją dwie tak różniące się osobistości. Przez to uważam, że do tak oczekiwanej walki nigdy nie dojdzie. Choć z drugiej strony przysłowie mówi “nigdy nie mów nigdy”. A póki co czekam na pojedynek Floyda z Miguelem, bo mimo że to nie to na co czekałem, z chęcią obejrzę w ringu dwóch tak znakomitych pięściarzy.
—
Akcesoria bokserskie. Porównaj ceny w Nokaut.pl!
Pretorian. Street wear. Sprawdź promocyjne ceny!
—
Tagi: arum, boks, boxing, bradley, cotto, marquez, mayweather jr, p4p, pacquiao, ppv, top rank
09/02/2012 o 00:01 |
Myślę, że nie chodzi w boksie o to, by ustalić kto jest na szczycie P4P, ale by zobaczyć dobre walki, a dwie walki, które dostajemy na pocieszenie (a na listopadowym horyzoncie szykują się kolejne – Money vs Martinez i PacMan vs Marquez IV) to będą niezwykle interesujące walki, może nawet ciekawsze niż w końcu okaże się ta wyczekiwana. Tak czy inaczej szkoda, że zachłanność zwyciężyła. osobiście nie widzę w czym PacMan mógłby jeszcze ustąpić (testy i termin przyjął) więc winię raczej rozdymane ego pana Pieniądza.
Serdecznie pozdrawiam